Menu Zamknij

Co tam w mojej szafie? (Kwiecień 2021)

minimalizm-blog-2021-chociazby-pl-szafa-kapsulowa

W ostatnich modowych odkryciach pisałam między innymi o detoksie od czerni i mojej love-hate relacji z szafą kapsułową. Od tej pory minęły 4 miesiące intensywnych eksperymentów, które przyniosły mi kolejne wnioski – naturalnie nieco sprzeczne z poprzednimi.  Seria z moimi osobistymi odkryciami w kwestii własnego stylu cieszy się Waszym zainteresowaniem, a ja uwielbiam co jakiś czas podsumowywać ten temat 😉 Co nowego w moich stylo-notatkach? 

 

Przeczytaj:  Moje stylowe odkrycia 

 

1. Czerń – tak, ale…

Chciałam zrezygnować z czerni przy twarzy, bo czułam, że zaczęła mnie przytłaczać. Mniej więcej po dwóch miesiącach takiego detoksu NA MAKSA zatęskniłam za sobą w czerni. Z pełną świadomością tego, że ten kolor mi nie służy i moje otoczenie stara się mnie odciągnąć od niego wołami, noszę znowu czerń z radością. Z jednym ALE – zauważyłam, że źle się czuję w czerni w konkretnych przypadkach:

  • w słoneczne dni,
  • kiedy nie mam na sobie makijażu/mam bardzo delikatny,
  • gdy mam za sobą kiepską noc,
  • w ubraniach pokazujących dużo skóry (np. ze sporym dekoltem, sukienkach na ramiączkach).

Czerń jest wymagającym kolorem dla mojego typu urody, bo raczej mi jej odejmuje, niż dodaje. Zgodnie z Waszymi prognozami, a przeciwnie do moich założeń, znów wpuszczam czerń do swojej szafy.

 

 

Tego typu sytuacje powodują, że trochę cierpnie mi skóra, gdy słyszę o analizy kolorystycznej. Ja wiem, że to działa – zdecydowanie najpromienniej wyglądam w kolorach z palety Lata, najczęściej też wtedy słyszę komplementy. A i tak o stokroć bardziej lubię się w czerni, która podkreśli moje cienie pod oczami i poszarzy skórę, niż w pastelowym różu, czy limonkowej zieleni. Przestrzeganie wytycznych analizy kolory sprawia, że podobam się wszystkim w koło… tylko nie sobie.

 

2. Nie chcę i nie muszę nosić kolorów

Lubię zgaszony błękit i ewentualne wariacje lawendy. Nie chcę i nie zamierzam już na siłę wciskać innych kolorów do mojej szafy. Za każdym razem kończy się to tym, że – znów – wszystkim wokół to się podoba, tylko nie mnie. Uwielbiam siebie w bieli, czerni, szarościach i błękitach – dojrzałam do tego momentu, w którym mam w nosie, że dla kogoś to nuda i że cała moja rodzina i znajomi ubraliby mnie w róże i pomarańcze (brrrr!).

 

ubrania-minimalizm-blog

moja minimalistyczna szafa

 

Kiedy wprowadzam jakiś kolor, to nagle spójność mojej szafy się sypie i staje się przeciętna, nijaka, w której jest wszystko i nic. Konkrety, które są moje, zaczynają tworzyć mój styl, w którym kwitnę – nawet jeśli tylko w swoich oczach.

Czasem spodobają mi się jakieś kolorowe ciuszki, ale już wiem, że wolę podziwiać je na innych.

 

szafa-minimalistka-minimalizm-blog

 

3. Oversize – ojojoj.

Muszę Wam coś pokazać! Trochę dla beki, trochę ku przestrodze, ale też żebym to w końcu wbiła sobie do głowy.

szafa-minimalistka-minimalizm-blog

minimalizm-blog-2021

 

Zdjęcia są z tego samego dnia, a wygląda jakby przybyło mi z 15 kilo*. Dramat :DDDDD Zrozumiałam, że często moje niezadowolenie z sylwetki wynikało właśnie z tak kiepskiego doboru krojów.

Mam szerokie, proste ramiona, odstający tyłek i w długich oversizowych górach, bez podkreślonej talii wyglądam jak klocek.  Długo próbowałam to jakoś “ograć”, po czym na zdjęciach nie mogłam znieść swojego widoku. Bezsens!

Mimo że na innych oversize baaaaaaaaaardzo mi się podoba, to w wieku 24 lat przyszła pora się pogodzić z tym, że albo zakładam ze świadomością tego, że wyglądam sto razy gorzej niż mogłabym, albo wcale nie zakładam.

W przeciwieństwie do czerni oversize nie dodaje mi mocy – sprawia po prostu, że się ukrywam. Z tygodnia na tydzień coraz swobodniej czuję się w dopasowanych ubraniach i bardzo się z tego cieszę.

W owersajzach czułam się swobodnie i dobrze, aż… aż zobaczyłam się gdzieś w lustrze lub ktoś zrobił mi zdjęcie – klasyk 😉 Nie o taki komfort mi teraz chodzi. Ale mam jeden wytrych – oversize się u mnie broni, jeśli jest na tyle krótki, że odsłania trochę talii. Wtedy git!

 

*przynajmniej w moim odczuciu, bo widzę, że zdania są jednak podzielone 😀

 

4. Aktualne marzenia ubraniowe

Mam parę rzeczy na swojej wish liście, które dopełniłyby moją garderobę i już długo (za długo) wypatruję ich na zakupowym horyzoncie. Są to:

 

szafa-minimalistka-minimalizm-blog

 

  • Długi, czarny płaszcz

Na maksa mi się marzy! Wiązany w talii, z kieszeniami. Dwa już zamówiłam (Zara i Mango) i odesłałam, bo wyglądały fatalnie, mimo wysokiej ceny i dobrego składu. Szukam dalej, ale kiepsko to widzę, dopóki nie otworzą sklepów stacjonarnych. Akurat okrycia wierzchnie lubię kupować stacjonarnie, nie trzeba się rozbierać przy przymierzaniu 😉 To chyba jedyna sytuacja, w której sklepy online gorzej mi się sprawdzają. Ale jeśli macie jakieś perełki, które znajdę w sieci, koniecznie podsyłajcie! Chodzi mi o taki płaszcz przejściowy, nie na zimę.

 

  • Czarne jeansy wide leg

Nie mogę znaleźć takich, które dobrze by na mnie leżały, a look z takimi spodniami baaardzo mi się podoba. Czuję, że taka para odmieniłaby moją szafę, bo nadałaby zwykłym górom innego vibe’u.

 

  • Skórzane mokasyny

Ze srebrnym detalem, z miękkiej skóry. Szukam takich od chyba dwóch lat, bezskutecznie. Cierpię na notoryczny brak eleganckich butów na wiosnę w szafie – serio, aktualnie nie mam żadnych. Na szczęście pogoda nie dopisuje i ostatnio na rodzinnej imprezie mogłam wystąpić w botkach. Jak zrobi się cieplej, a ja w końcu nie zdecyduję się na jakieś mokasyny, to będę pomykać w Vansach na największe okazje 😀 Jeśli nie mokasyny, to jakieś inne bardziej eleganckie obuwie, które będzie pasować do mojej stopy. A o to trudno!

. . .

 

Moja droga do sprawnie funkcjonującej minimalistycznej szafy jest długa i kręta. Ale ewidentnie idę do przodu! Lubię takie podsumowania i analizę tego, w czym czuję się dobrze, a co źle wpływa na moją samoocenę i samopoczucie.

Uważam, że strój jest ważną częścią wizerunku, a wizerunek jest istotnym elementem naszej tożsamości. Nie zawsze tak było – kiedyś sądziłam, że podchodzenie jakkolwiek poważnie do kwestii ubrań i wyglądu jest powierzchowne, płytkie i bezwartościowe. Naturalnie i tak się tym przejmowałam, tyle że z zawstydzeniem, po cichu i bez sensownych analiz, nie wiedząc czemu ciągle wydaje pieniądze na ubrania i ciągle czuje się w nich źle.

Minimalizm nauczyl mnie nietraktowania żadnej części mnie po macoszemu 🙂

Trzymajcie się ciepło,

 

blog-minimalizm-2020

 

 

 

 


Pssst, koniecznie sprawdź mój podcast! Co sobotę nowy odcinek:

 

podcast-minimalizm-chociazby

Słuchaj na:

 

Złapałam też nową zajawkę na insta, więc zapraszam Cię do śledzenia mnie również tam:

 

instagram-minimalizm-blog-chociazby

 

(@chociazby)

 

Buźka!

NEWSLETTER

No spam guarantee.

Podziel się tym wpisem z innymi:
  •  

Powiązane wpisy

Subscribe
Powiadom o
guest
11 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Kinga

szczerze to moim zdaniem wcalenie wygalasz grubo w oversize. widać, że to po prostu taki krój bo spodnie eksponują szczupłe biodra i nogi. wręcz bym powiedziała, że na 1. zdj wygalają jeszcze szczuplej niż na 2.:) no ale 1) kocham oversize 2) wiadomo, że najważniejsze, jak Ty się czujesz:)

Marika

Oversize nie służy Twojej figurze i lepiej wyglądasz w dopasowanych ubraniach. Ale w obu wersjach wyglądasz szczupło, bo jesteś szczupła.

Marika

W końcu minimalizm w młodzieżowej szafie, a nie starej malutkiej. Jak widać nie trzeba marynarek i granatowych dżinsów żeby mieć szafę kapsułową.

monia

Zazdroszczę ci, że w bieli dobrze wyglądasz. Ja mam problem z tym kolorem, a na innych podoba mi się np biała koszula. Myślałam, że jakieś odcienie typu ecru, kość słoniowa, będą dobre, zrobiłam parę błędów zakupowych i całkowicie zrezygnowałam z bieli i tym podobnych. Też mam szerokie ramiona i dostający tyłek, ale z overzice sprawdzają mi się kroje kimono, asymetryczne z dopasowanym dołem.

Kat

fajny styl:)

Arleta

Dwa lata temu mialam taki stan, że praktycznie nic nie kupowalam ani dla siebie, ani dla dziecka (wynikało to też z trudnej sytuacji finansowej) w wyniku czego odlozylam pewną sumę pieniędzy. Chciałabym wrócić do tego stanu, do tej mysli, ze nic nie potrzebuje. Teraz druga ciąża to musialam pokupowac sobie wieksze ubrania, z drugiej strony mam ochote wywalic pol swojej szafy, ale trzymam bo nie wiem co mi się po ciąży przyda. Dla dzieciaków też bym chciała mieć taką myśl, ze nie potrzebują tylu rzeczy. A tu nagle corka dostala nadwrazliwosci i muszę jej szukac jakis delikatnych ubran, ktore nie bedą jej “gryzły”. Chcialabym w calym domu wprowadzic minimum zakupow, ale ciagle coś… juz teraz wiem, że bedą mi potrzebne nowe buty.

Dzieki za ten post, bo dziś znowu myślałam, żeby nie kupować i że moze od stycznia spróbuję.

Danuta

Smutne tak bez kolorów. Może wrzuć troche czerwieni.

11
0
Zgadzasz się? A może wręcz przeciwnie? Skomentuj!x
()
x