Menu Zamknij

Minimalizm kosmetyczny – czego używam?

kosmetyczny-minimalizm-blog

Minimalizm kosmetyczny nie zawsze mi się podobał. Nastoletnia Gabi marzyła o wielkiej kolekcji kosmetyków i pięknej toaletce, przy której mogłaby się godzinami malować. Jednak każdy kolejny kupiony kosmetyk wcale nie sprawiał, że czułam się piękniejsza – wręcz przeciwnie. Więc kupowałam następny. I następny. W każdym z osobna pokładając jakąś dziwną nadzieję.

Gdyby wszystkie kobiety obudziły się jutro pełne akceptacji do siebie, zbankrutowałyby nie tylko firmy, ale i całe branże.

Wraz z rozwojem minimalizmu w moim życiu i zrozumieniem istoty self care ograniczyłam liczbę swoich kosmetyków do minimum. Nie ascetycznego minimum, tylko mojego: czyli mam tyle, ile potrzebuję. Moje minimum nie jest ograniczające. Jest uwalniające!

 

KOSMETYKI KOLOROWE

 

Przyznam, że nigdy nie byłam makeup junkie, ale lubiłam zbierać kosmetyki do makijażu. Ciągle testowałam coś nowego i czatowałam na promocje, choć nie wydawałam na to dużych pieniędzy. Miałam jednak pełne pudełka nielubianych kosmetyków. Teraz nielubianych nie mam wcale, a lubianych kilka.

Aktualnie opieram się na swoich pewniakach. U mnie to ta szóstka*:

 

kosmetyczny-minimalizm-blog

 

*Ten tusz nie jest moim naj, najulubionym, choć sprawdza się nieźle. Jednak zdecydowanie wolę Maybelline Lash SensationalZawsze gdy próbuję przetestować coś nowego, żałuję zakupu i wracam do swoich ulubieńców z podkulonym ogonem. Skończę tę maskarę i na pewno zaopatrzę się w Maybelline 😉

Mam jeszcze pudełeczko kosmetyków, z których korzystam rzadko. To pomadki, konturówki, róże i paletka cieni. Jedna! Chętnie bym się jej pozbyła, tak samo jak dwóch różów do policzków, ale wiem, że któregoś dnia może mi przyjść ochota na użycie ich i jeszcze kupiłabym coś nowego.

 


Przeczytaj: JAK PRZESTAĆ KUPOWAĆ?


 

A tak, co jakiś czas ponownie mogę przekonać się o tym, że w różu czuję się głupio, a bez cieni na powiekach bardziej się sobie podobam. Te rzeczy zajmują na tyle mało miejsca, że mi nie ciążą, a wiem, że wyrzucenia mogłabym pożałować.

Pod ręką leży tylko kosmetyczka z moją złotą siódemką. Mogę w każdej chwili zabrać cały komplet ze sobą, jeśli gdzieś jadę. Na co dzień nie noszę ze sobą kosmetyków kolorowych, bo i tak nigdy nie poprawiam makijażu w ciągu dnia – jest na tyle delikatny, że nie ma to sensu.

Kiedyś trzymałam wszystkie kosmetyki luzem w jakichś dużych pojemnikach albo – co gorsza – przezroczystych organizerach. To było superniepraktyczne. Kosmetyczka sprawdza się idealnie i ułatwia zachowanie minimalizmu: kolekcjonowanie już tak nie kusi, gdy nie robię “wystawki”.

Mam problem za to z pędzlami do makijażu: kiedyś kupiłam duży zestaw jakichś tandetnych pędzli. Dość dobrze się sprawdzają, ale używam może czterech z 20. Mam ochotę się ich pozbyć, ale wiem, że jak te obecnie używane się zniszczą, to będę musiała kupić nowe, a to byłby bezsens. Więc zapewne te wystarczą mi do końca życia, lol. Nie polecam ich jakoś szczególnie, więc nie załapały się na zdjęciu.

 

kosmetyczny-minimalizm-blog

 

DEMAKIJAŻ

 

O moim minimalistycznym demakijażu wspominałam już we wpisie o zero waste. Kompletnie zrezygnowałam ze standardowego demakijażu z płynem i wacikami. Brr, to było naprawdę okropne – szczypiące oczy i konieczność tarcia, dramat.

Olej kokosowy i materiałowa gąbeczka sprawdzają mi się idealnie. Na wyjazdy wystarcza mi sama gąbeczka, bo jestem w stanie nią samą zmyć makijaż bez problemu – jest tylko mniej przyjemnie.

 

 

PIELĘGNACJA TWARZY I CIAŁA

 

Używam masła shea, to totalnie uniwersalny produkt. Świetnie sprawdza mi się jako krem na noc, balsam do ciała, krem do stóp i dłoni (skórki przy paznokciach są gładkie jak po niczym innym). Trochę szukam zamiennika, bo mam w swoim domu przeciwnika tego zapachu :/

Jako krem na dzień używam teraz żelu z Nivea, ale to trochę przypadek – zdecydowanie chcę przerzucić się na coś z lepszym składem. Niestety masło shea nie sprawdza się pod makijaż, bo naprawdę długo się wchłania, więc potrzebuję osobnego kosmetyku na dzień.

Kiedyś bardzo lubiłam kremy pod oczy i planuję wrócić do ich stosowania, ale – podobnie jak z kremem na dzień – chcę znaleźć coś naprawdę dobrego i nie w minitubce z plastiku.

 

minimalizm-kosmetyki-blog

WŁOSY

 

Przyznam, że wiele razy już próbowałam wrócić do naturalnego koloru włosów. Od około 5 lat rozjaśniam je do bardzo jasnego blondu, a mój naturalny to ciemny, mysi blond.

Moim aktualnym planem jest zapuszczenie półrocznego odrostu i zatarcie granicy kolorów u fryzjera – nie chcę całkowicie rezygnować z jasnych włosów, bo bardzo je lubię. Jednak rozjaśnianie od nasady straszliwie je niszczy i osłabia, a chciałabym w końcu zapuścić zdrowe włosy.

Parę razy przyciemniłam czuprynę, chcąc na dobre porzucić rozjaśnianie. Za każdym razem czułam się makabrycznie fatalnie – do tego stopnia, że z płaczem wracałam do blondu. Really. Być może w naturalnym ciemnym kolorze czułabym się dobrze, ale mam wrażenie, że farbowane ciemne blondy wyglądają słabo i nie mają za grosz w sobie szlachetności tego koloru.

No, więc trochę ten mój plan będzie wymagał ode mnie cierpliwości. Regularnie tonuję włosy, żeby nie były żółte, ale odrost jakoś będę musiała przełknąć przez najbliższe miesiące. Trzymajcie kciuki, żebym się nie złamała, pls.

 

Przeczytaj: TONOWANIE WŁOSÓW W DOMU

 

Miałam spore pokłady szamponów i odżywek, które do dziś po kolei wyczerpuję. Nie pamiętam, kiedy ostatnio kupiłam szampon czy odżywkę, bo zużywam te nieszczęsne zapasy. Kiedy to zrobię, powolutku zacznę wprowadzać trochę bardziej świadomą pielęgnację.

Miałam już wiele podejść, ale i tak łapałam się na te pachnące szampony z drogerii i kupowałam byle co.  Jednak nie chcę przestawiać się na tryb Włosing i zapychać szafki 10 odżywkami. Ideałem byłby dla mnie szampon w kostce i jakiś fajny olejek na końcówki. Może coś polecicie?

 

minimalizm

 

PAZNOKCIE

 

Na punkcie paznokci miałam małą (albo i nie) obsesję. Nie wiem, z czego ona wynikła, ale od kiedy kupiłam sobie pierwszy zestaw do hybryd, non stop coś przy tych paznokciach robiłam.

Spędzałam całe dnie na przedłużaniu, wydawałam krocie na produkty do stylizacji. Wcale mi w tym nie szło i trochę oszukiwałam się, że to lubię. Bez zrobionych paznokci czułam się jakoś strasznie niekobieco i dziwnie. Coś niezrozumiałego sobie ubzdurałam.

Trwało to prawie dwa lata, ja doszczętnie zniszczyłam swoje paznokcie, bo walczyłam z frezarką i potrafiłam ściągać żel dwa razy w tygodniu. Nie umiałam tego robić, ale tak bardzo chciałam umieć!

Kompletnie zrezygnowałam z robienia paznokci. I dziś używam samej odżywki, może kiedyś na jakąś okazję zrobię sobie hybrydę. W tym momencie nie potrafię się nadziwić, że potrafiłam poświęcać tyle czasu, nerwów i pieniędzy na coś tak nieistotnego. Bo o ile stylistki paznokci potrafią tworzyć sztukę, o tyle moje “dzieła” były naprawdę słabe, a ja nie miałam żadnego talentu w tej dziedzinie.

To jedna z niewielu sytuacji z mojego życia, w której powinnam ODPUŚCIĆ już dużo wcześniej. Niby taka bzdura, ale z perspektywy czasu naprawdę widzę, że to był jakiś mój problem.

 

MINIMALIZM KOSMETYCZNY

 

Dużo się zmieniło. Obecnie zakupy kosmetyczne robię tylko wtedy, kiedy czegoś potrzebuję, bo poprzedni produkt mi się skończył. Nie chodzę do drogerii sobie “popatrzeć”, nie przeglądam bez sensu internetowych sklepów kosmetycznych, nie kupuję impulsywnie i nie mam potrzeby ciągłego testowania. A mimo to – a może dzięki temu – czuję się ze swoim wyglądem lepiej niż kiedykolwiek wcześniej.

 

Powiadomienia o nowych postach

No spam guarantee.

Podziel się tym wpisem z innymi:
  •  

Powiązane wpisy

Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
basia
basia
11 dni temu

oj słabo z ta siódemką niezbędnych kosmetyków, bo na fotce profilowej widze eyeliner i pomadkę 🙂

basia
basia
10 dni temu
W odpowiedzi na:   Gabi

oj to słabo, że nie używasz na co dzien eyelinera, kredki i pomadki tak jak na fotce

4
0
Zgadzasz się? A może wręcz przeciwnie? Skomentuj!x
()
x