Minimalizm brzmi nieźle w teorii, wdzięcznie się o nim opowiada i przyjemnie czyta. W praktyce bywa jednak, ze choć bardzo chcemy, to nie udaje nam się wprowadzić minimalizmu w życie. Myślimy, że nie jest dla nas… i tyle. Z czego najczęściej wynika taki stan rzeczy? Jak w końcu wygrać w minimalizm? A przede wszystkim – czy jest co wygrywać?

Ograniczające założenia

 

Jeśli czujesz, że minimalizm polega na ciągłym odmawianiu sobie czegoś, to nic dziwnego, że autosabotujesz swoje starania. No bo po co sobie odbierać przyjemność zakupów i łowów na wyprzedażach, skoro stać Cię na to i sprawia Ci to radość? Dla samej dobrze brzmiącej idei?

 

Zmień mindset

 

Rzecz w tym, że minimalizm poszerza możliwości, a nie je zawęża. Przestajesz kupować bezmyślnie wszystko, co wpadnie Ci w oko i na co akurat możesz sobie pozwolić, a zaczynasz inwestować pieniądze w to, co realnie wpływa na doświadczanie przez Ciebie życia.

 

Nowy poziom

 

Kupujesz pyszny obiad w dobrej restauracji, jedziesz w piękne miejsce na wakacje albo inwestujesz w wełniany płaszcz i wymarzone słuchawki. Stawiasz na doświadczenia – także te płynące z użytkowania przedmiotów. Zaspokajasz swoje prawdziwe potrzeby, a nie wykreowaną chęć samego posiadania. To sprawia, że poziom Twojej codzienności podnosi się na stałe – a nie na moment, jak w przypadku impulsywnych zakupów.

 

Jedyne, co tracisz

 

Pozbywasz się poczucia, że „szkoda wydać 15 złotych na dobrą kawę, ale trzy razy tyle za piętnastą parę jeansów już nie”. Zaczynasz szanować i pielęgnować swoje doświadczenie. I od tego momentu nic nie jest takie samo 🙂

 

Podziel się tym wpisem z innymi:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.