Menu Zamknij

Co dał mi minimalizm?

minimalizm-blog-co-dal-mi-minimalizm-zalety-minimalizmu

Choć nie mam tylko 100 rzeczy, a mój dobytek nie mieści się w jednej walizce i czasem kupię coś dla kaprysu – nazywam się minimalistką. Minimalizm pojawił się w moim życiu nagle (o moich początkach przeczytasz w tym wpisie),  wywracając je do góry nogami i pociągając za sobą lawinę niesamowitych zmian. Jakich? Zapraszam do lektury.

 

Zewnętrzny porządek i wewnętrzny spokój

 

Nigdy nie sądziłam, że nadmiar przedmiotów może tak przytłaczać. Z jednej strony czułam, że jest problematyczny – bo trzeba to wszystko sprzątać, dbać o to, upychać w szufladach przed przyjściem gości i przekładać z miejsca na miejsce. Ale kompletnie nie miałam pojęcia, jak duży wpływ na mój spokój będzie miało pozbycie się tych wszystkich rzeczy, których mieć nie chciałam.

Mimo wielkiego zrywu pozbywania się przedmiotów, który wybuchł we mnie po lekturze Magii Sprzątania (gdy pozbyłam się ok. 70% należących do mnie przedmiotów), tak naprawdę do obecnego stanu posiadania dochodziłam stopniowo. Podejrzewam, że pojedyncze rzeczy wyrzucane regularnie przez rok od przeczytania książki złożyłyby się na niewiele mniejszą kupkę od tych gigantycznych po-konmariowych worków.

O tym, jak wielkim bałaganiarzem byłam, przeczytacie w tym wpisie. Minimalizm nauczył mnie dbać o swoją przestrzeń, ale przede wszystkim szalenie mi to zadanie ułatwił. Pozwolił znaleźć miejsce dla każdego przedmiotu i wprowadził do mojego domu harmonię. Do tej pory moi bliscy nie mogą się nadziwić, że zmieniłam się w tej kwestii do tego stopnia.

Marie Kondo w swojej książce pisze, że jeśli raz przeprowadzisz operację sprzątania, nigdy więcej nie będziesz musiał robić gruntownego porządku. Rok po lekturze – potwierdzam. Na co dzień odkurzam, przecieram kurze i czyszczę sprzęty, ale nie pamiętam już, co to znaczy sprzątać całe mieszkanie z przedmiotów w kółko i w kółko.

 

Ogarnianie finansów

 

Przed minimalizmem wydawałam tyle, ile miałam. Po prostu. Kupowałam z nudów, dla poprawy nastroju, zajęcia czasu… ale przede wszystkim, dlatego że mogłam. Bo jakoś się ogarnie kasę na przeżycie, ale teraz przejrzę jakiś e-sklep.  Oszczędzanie? What? Przy moich zarobkach?

Wolę nie myśleć, ile -set złotych miesięcznie mogło być odkładane, zamiast lądować w kasie sieciówek najgorszego sortu, lumpeksów, sklepów z ozdobami do domu i innymi pierdołami. Zanim w moim życiu zagościł minimalizm, kupowałam coś codziennie. Choćby ramkę z Pepco za 5 złotych, cokolwiek. I wcale nie było łatwo mi się od tego odzwyczaić. Szpony konsumpcjonizmu długo nie chciały puścić.

Dziś mi żal mnie z przeszłości. Szczerze żal. Naprawdę nie przyjmowałam do wiadomości tego, że nawet to 5 złotych dziennie to rocznie prawie 2 tysiące złotych! I to wydane lekką ręką, na byle pierdoły, kompletnie niepotrzebne, bezwartościowe, koniec końców chowane po szufladach. Przerażające.

 

Minimalizm a radość z przedmiotów

 

Okazało się, że radość wynikająca z solidnie przemyślanego zakupu jest nieporównywalna do mikrochwil szczęścia przy kompulsywnym nabywaniu przedmiotów.

Ktoś mógłby zarzucić mi, że minimalizm to nieprzywiązywanie się do przedmiotów. Może i tak, ale pozytywne uczucia płynące z  posiadania wygodnych, pięknych butów ma realny wpływ na naszą codzienność.

Bo właśnie minimalizm pokazał mi coś tak cennego, jak….

 

Celebracja codzienności

 

Gdy rano wskakujesz w ulubiony szlafrok i kapcie w króliczki, pijesz orzechową kawę z najfajniejszego kubka, zakładasz ukochane spodnie i chwytasz za wyśnioną torebkę, to po prostu codzienność wskakuje na inny poziom. I nie ma znaczenia, że to tylko przedmioty. Tak samo, jak to nie tylko ciuchy, nie tylko kawa, nie TYLKO ŻYCIE.

 

minimalizm-blog

 

Minimalizm pozwolił zrozumieć mi, że życie składa się z pozornie nieważnych chwil. To na nich budujemy trwałe szczęście.

Kiedyś sądziłam, że teksty o łapaniu chwil traktują o tych fantastycznych momentach, w których leżymy na plaży, obserwujemy wschody słońca i śmiejemy się do łez. A cała reszta to coś, co jakoś trzeba znieść, żyjąc od jednej wyjątkowej chwili do następnej, o ile dane nam będzie ją przeżyć. Od weekendu do weekendu, byle zacisnąć zęby i przetrwać.

Wielu z nas tak żyje i nie widzi absurdu tej sytuacji. Ja też nie widziałam. Minimalizm nauczył mnie celebrować każdą chwilę w życiu, czasem – może pozornie wbrew głównej idei – właśnie dzięki przedmiotom.

I teraz żyję cały czas. Bo to, co najważniejszego dał mi minimalizm, to zrozumienie istoty szczęścia  i nieszukanie go na wyśnionej  kalifornijskiej plaży, tylko we własnej codzienności.

Przeczytaj koniecznie: NAJWIĘKSZA WARTOŚĆ MINIMALIZMU

Powiadomienia o nowych postach

No spam guarantee.

Podziel się tym wpisem z innymi:
  •  

Powiązane wpisy

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
0
Zgadzasz się? A może wręcz przeciwnie? Skomentuj!x
()
x