Menu Zamknij

Jak przestać kupować? Ja, Ty i konsumpcjonizm

jak-przestac-kupowac-blog-minimalizm

Hasło jak przestać kupować? wpisywałam w wyszukiwarkę nieraz. Zawsze w trybie incognito, tuż po kliknięciu “Zapłać”. O swojej dziwnej odmianie zakupoholizmu tanio-dużo-często wspominałam wielokrotnie na blogu. Ten model kupowania i kosmicznego wręcz konsumpcjonizmu był opłakany w skutkach, co szerzej rozwinęłam we wpisie o korzyściach płynących z minimalizmu. Kupowałam codziennie i bezmyślnie pozbywałam się każdych pieniędzy, które do mnie trafiały. Musiałam najpierw dojrzeć do przyznania się przed sobą, że problem rzeczywiście istnieje. Że ja go mam. A jak jest z Tobą?

Zawsze mamy racjonalne uzasadnienie swoich zakupów, nie? Potrzebowałam tej bluzki, potrzebowałam tego kubka, swetra, zeszytu, kwiatka. Potrzebowałam do normalnego funkcjonowania, do szczęścia, dla przyjemności. Chciałam się nagrodzić, pocieszyć, sprawić sobie coś ładnego, bo mnie na to stać. To wszystko przecież są świadome wybory, racjonalne decyzje, a nie kompulsywne zrywy, gdy lądujesz z zakupem, za który nawet nie pamiętasz, jak płaciłaś. Przecież tak nie było. Spodobało Ci się, zdecydowałaś, że Ci się należy, no i tyle. Po prostu za dużo rzeczy Ci się podoba i to Twój jedyny problem.

 

Gdzie jest granica?

 

Z sideł konsumpcjonizmu o tyle trudno się wydostać, że świat wcale go nie piętnuje. Dzieje się tak tylko w nielicznych kręgach. Miliony osób z wypiekami na twarzy ogląda haule zakupowe, marzy o kolekcji butów, wielkiej garderobie i najchętniej zmieniałoby wystrój domu co kwartał. Interesując się ruchem minimalizmu i zero waste, łatwo wpaść w bańkę informacyjną, w której wszyscy wiedzą, że nadmierny konsumpcjonizm jest niebezpieczny, szkodliwy i nie daje szczęścia.

Ale to bańka. Maleńka bańka.

Wielu z nas głupio jest pokazywać się codziennie z tą samą torebką, mimo że pasuje do wszystkiego i najbardziej ją lubimy. Jeśli pół wypłaty przeznaczasz na ubrania, to pewnie wcale nie odstajesz szczególnie w tym względzie od swoich koleżanek. Darmowa wysyłka w Zarze? Zaloguj.

Ale co jeśli wydajemy znacznie więcej, niż chcemy, mając z tego znacznie mniej satysfakcji, niż byśmy oczekiwali? Jeżeli pieniądze przelatują nam przez palce, a wciąż mamy za małoW drodze do kontroli swojego konsumpcjonizmu musimy poznać własne mechanizmy zakupowe i znaleźć na nie sposób.

jak-przestac-kupowac-blog-minimalizm

 

Niebezpieczne sytuacje zakupowe

 

Kiedy najczęściej kupuję to, czego nie potrzebuję i co staje się ostatecznie balastem? Jakie okoliczności w moim przypadku sprzyjają kompulsywnym zakupom? Wiedza o tym, co nami kieruje i w jakich sytuacjach najczęściej się łamiemy, jest bardzo cenna. Nigdy nie kupujemy tak po prostu. Naprawdę.

 

  • Pełny kosz na pranie

To śmieszne, ale prawdziwe.  Naprawdę późno zorientowałam się, że to właśnie pełny kosz na pranie powoduje u mnie nieodpartą chęć zakupów ciuchowych. Bo nie miałam się w co ubrać, ulubione ciuchy leżały zapomniane na dnie kosza, a w szafie zostawały te najmniej lubiane ubrania. Dziś staram się też pozbywać (głównie sprzedawać) ubrań, których w takich sytuacjach z jakiegoś powodu za nic nie chciałam założyć, woląc na szybko uprać i wysuszyć suszarką coś innego, co leżało w brudach. Wtedy miałam wrażenie, że ja to właściwie nie mam niczego. Że potrzebuję i koszulek, i spodni, i majtek, i staników, i bluz, no wszystkiego. Zaloguj.

 

  • Przeglądanie aplikacji sklepów internetowych z nudów 

W moim przypadku znacznie bardziej niebezpieczne od sklepów stacjonarnych. Potrafiłam grzebać w nich godzinami, szukając czegoś do kupienia, ale nie wiadomo czego. Kilkukrotne rundki po tych samych sklepach. Wygodnie, bo przejrzyste aplikacje do maksimum zwiększały komfort kupowania. Szybkie zakupy, najchętniej z odbiorem w punkcie, żeby nie bujać się z kurierami i żeby chłopak nie przeraził się liczbą paczek.

 

  • Chodzenie po mieście lub galerii z zamiarem wydania pieniędzy 

Nieprzeznaczony konkretny fundusz ani postawiony cel zakupowy. Największe niebezpieczeństwa: Tiger, Pepco, Empik. Łazić, oglądać. Wyjść z czymkolwiek. Bogu dzięki, że do IKEA zawsze miałam daleko.

 

  • Przeglądanie strony głównej Vinted 

Vinted to platforma do sprzedaży używanych ubrań. Można szukać ich po kategoriach lub markach, ale istnieje też feed na stronie głównej: nikt nie wie, co sprawia, że dana oferta się tam pojawi. Zawsze gdy jakiś mój ciuch tam trafiał, sprzedawał się w moment. Odświeżanie tej strony często owocowało u mnie skrajnie kompulsywnym zakupem: modne, fajne ubranie z dobrej marki za niezłą cenę? Kup teraz. Dwa kliki i już. Ile razy później okazywało się, że wcale nie zrobiłam interesu, to nie miałam możliwości zwrócenia tej rzeczy. Świadomość, że raz ktoś mi może to gwizdnąć, odbierała mi racjonalne myślenie i nie dawałam sobie czasu do namysłu.

 

Zły dzień, spadek pewności siebie

 

Zostawiłam to na koniec, mimo że właśnie to jest szalenie często przyczyną naszych chybionych lub niepotrzebnych zakupów. Mnie minimalizm pozwolił pozbyć się myśli, że kolejna rzecz zmieni moją wartość albo sytuację w życiu. Dalej mam czasem ochotę się pocieszyć przedmiotem, ale bardzo silnie chwytam się myśli o tym, że nadmiar nigdy nie potrafił mnie uszczęśliwić i przynosił więcej żalu niż radości. Przeczytacie o tym we wpisie o mojej historii z minimalizmem.

 

jak-przestac-kupowac-blog

 

Jak przestać kupować?

 

Oto kilka sposób, które wdrożyłam ja i które u mnie naprawdę się sprawdzają. Część dotyczy tylko sklepów internetowych, część tylko stacjonarnych, ale sporo odnosi się do obu przypadków. Mam nadzieję, że moje patenty na ograniczenie bezsensownych zakupów sprawdzą się też u Ciebie.

 

  • Newslettery 

Wypisałam się ze wszystkich newsletterów. Początkowo z bólem serca (really), bo przecież ominie mnie tyle okazji. Nie zliczę, ile razy kupiłam coś skuszona darmową wysyłką albo weekendem zniżek. Byle coś kupić, bo dziś taniej. Nie wiem, czy kiedykolwiek tego typu zakup był udany.

 

  • Pełny koszyk

Pakuję do koszyka wszystko, co mi się podoba. Następnie robię selekcję, żeby zostało np. 10 rzeczy. Później 5. Mają wygrać najlepsze z najlepszych. Gotowe? Ok, ale…

 

  • Kupię to jutro 

Nic nie wpłynęło pozytywniej na ograniczenie moich zakupów niż to. Odłożenie zakupu w czasie pozwala nabrać dystansu, ochłodzić emocje, zastanowić się na trzeźwo. Czasem wracałam na stronę następnego dnia i coś podobało mi się trochę mniej, czasem kompletnie nie rozumiałam już, po co mi to było, często uświadamiałam sobie, że to jedna z tych rzeczy, których miałam już nie kupować.

Zdarzało mi się też o czymś kompletnie zapomnieć. I nawet jeśli pamiętałam o samym fakcie składania zamówienia, to konkretne produkty gdzieś z tej pamięci wypadały. W ten sposób nie doprowadziłam do końca 99% planowanych zakupów. Jeżeli następnego dnia marzyłam o tym ubraniach i wydawały mi się tak samo fantastyczne jak wczoraj, kupowałam je. Może raz się tak zdarzyło.

 

  • Świadomość beznadziejnych materiałów 

Postanowiłam, że do mojej szafy już nie wejdzie żaden poliester ani akryl (poza kurtkami i akcesoriami). Całkowita rezygnacja z takich ubrań na tyle poprawiła komfort mojego życia, że głupio byłoby mi to sobie robić i kupować plastikowy sweter za 70 złotych (albo i 7, jak w przypadku lumpeksów). O materiałach najwięcej dowiedziałam się od Joanny Glogazy.

 

 

Kluczem do opanowania kompulsu jest nabranie dystansu!

 

 

  • Zaraz po to wrócę

Stacjonarna odmiana Kupię to jutro. Oczywiście tamta sprawdziłaby się również tu, ale w rzeczywistości jest trudna do wykonania. Bo nawet dla najfajniejszej rzeczy świata mogłoby mi być trochę szkoda czasu i pieniędzy na bilet, żeby następnego dnia znowu przyjechać do galerii. Więc wymyśliłam trochę bardziej lajtową wersję.

Świetne spodnie? Ok, wrócę do nich później. Zrobię sobie w nich zdjęcie, a potem przejdę się po innych sklepach albo jakkolwiek oddalę na chociaż kwadrans. Nawet 15 minut może ochłodzić silną chęć zakupu albo sprawić, że dostrzeżemy wady danego produktu. Czasem nawet zdążyłam zapomnieć o jakiejś rzeczy po tym czasie. Lol.

 

  • Bardzo częsty przegląd szafy

Jak pewnie się domyśliliście, mój problem zakupowy w dużej mierze oscylował wokół ubrań. Nie tylko, ale przede wszystkim. Mając przemożną chęć zakupów ubraniowych, staję przed szafą. Próbuję tworzyć nowe zestawienia, pozbywam się rzeczy, które niechętnie nosiłam. Uświadamiam sobie, ile fajnych rzeczy mam, o które powinnam zadbać – bo np. nie noszę często jakiejś bluzki tylko dlatego, że wymaga prasowania. Dochodzę do racjonalnych wniosków i postanowień, np. że o nowych potrzebach zakupowych mogę mówić wtedy, gdy cała aktualna zawartość mojej szafy zawsze będzie gotowa do założenia, albo kiedy sprzedam to, czego nie noszę.

 

  • Jeśli nie jestem pewna na 100% danej rzeczy…

Miło byłoby dokończyć: to nie kupuję. Ale rzeczywistość wygląda tak, że nawet najfajniejszego zakupu możemy nie być pewni. Bo teraz mi się wydaje, że ta bluzka będzie pasować do innych spodni w mojej szafie, a w domu okaże się inaczej.

Zastanawiam się wtedy: czy będzie mi się chciało poświęcić co najmniej godzinę na zwrot tego przedmiotu? Warto spróbować? Nieważne, czy stacjonarnie, czy online, zawsze wyjdzie koło godziny. Stacjonarnie – wiadomo, dojazd, może kolejka. Online – zapakowanie rzeczy, wezwanie kuriera (i wyczekiwanie go) albo zaniesienie do konkretnego punktu, późniejsza kontrola czy dotarł zwrot i pieniądze za niego trafiły na nasze konto.

 

Inne pytania przed zakupem

 

Co bym w tej rzeczy zmieniła, gdybym mogła?

Jeśli choć jedną, konkretną rzecz, to nie kupuję. Poszarpane końce, rozkład kieszeni, wyższy stan? Już zawsze będzie mi to przeszkadzać.

Czy coś w mojej szafie może to zastąpić? Warto pozbyć się z szafy podobnego ubrania na rzecz tego?

Czy mam gdzie to postawić, chce mi się o to dbać?

Będzie pełnić jakąś funkcję?

Jeśli nie, to czy jest tak piękne, że chcę na to patrzeć co najmniej rok – codziennie?

Dlaczego jest mi to potrzebne?

Co zmieni to w mojej szafie, w domu, w życiu?

Wiadomo, że kupować nie przestaniemy nigdy. Zawsze będziemy nabywać jedzenie, ubrania, kosmetyki czy inne potrzebne produkty. Ale kontrola nad tym, co ląduje w naszym domu, na co idą nasze pieniądze, daje znacznie więcej satysfakcji w życiu niż chwilowe rozpieszczanie się rzeczami. Szczególnie gównianymi – powodującymi więcej wyrzutów sumienia niż radości. 

 

Powiadomienia o nowych postach

No spam guarantee.

Podziel się tym wpisem z innymi:
  •  

Powiązane wpisy

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
0
Zgadzasz się? A może wręcz przeciwnie? Skomentuj!x
()
x