Wyprzedaże potrafią zawrócić nam w głowach. Kupujemy za dużo, bez potrzeby, impulsywnie i w emocjach. Wielkie czerwone napisy „SALE” i metki z procentami często sprawiają, że zwyczajnie głupiejemy. Mamy wrażenie, że łapiemy niezwykłe okazje, które ktoś za moment może sprzątnąć nam sprzed nosa. Czy rzeczywiście tak jest? A jeśli nie, to czy wyprzedaże są złem, którego warto unikać?

Zawsze zachęcam do świadomych i przemyślanych zakupów. Uważam też, że minimalistyczna szafa ułatwia funkcjonowanie na co dzień, a wybieranie jakości ponad ilość dobrze sprawdza się w każdym aspekcie życia.

Jeżeli mamy problemy z impulsywnymi zakupami, okresy wyprzedażowe mogą być dla nas szczególnie trudne.  Gdy czujemy, że nie panujemy nad tym, co kupujemy i jesteśmy na początku drogi do świadomych zakupów, wtedy polecam trzymać się z daleka od wyprzedaży, by po prostu nie wystawiać się na pokuszenie. Mówią „jeśli nie chcesz się poślizgnąć, nie chodź w kiepskich butach w śliskie miejsca” 😉

Jednak jeżeli wiemy, że jesteśmy w stanie kontrolować swoje zakupy i jesteśmy już na etapie świadomego budowania szafy marzeń, wtedy wyprzedaże możemy naprawdę sprytnie wykorzystać, by okazyjnie spełnić swoje materialne potrzeby lub marzenia.


Minimalizm w szafie. Kupuj mniej, wyglądaj lepiej


Świadome zakupy podczas wyprzedaży

 

Aby nie zwariować w obliczu nadchodzących przecen (gdy to piszę, Black Friday zbliża się wielkimi krokami), warto po prostu się przygotować wcześniej. W jaki sposób? Najlepszym narzędziem do świadomych zakupów są LISTY.

Zaproponuję Ci wykonanie trzech list, bo to najlepiej działający dla mnie system. Sprawia, że w pełni trzymam się w ryzach, nawet gdy ulubiony sklep wrzuci -70%. Nie musisz przygotowywać wszystkich, ale jedna jest moim zdaniem absolutnie konieczna.

  1. Lista potrzeb
  2. Lista marzeń
  3. Lista niechciejów

Najgorsze, co można sobie zrobić, to pójść na zakupy bez żadnej listy. Wtedy po prostu szukamy czegoś, co moglibyśmy… zacząć chcieć.

 

I Lista potrzeb

 

Lista, na której zamieścisz rzeczy, których naprawdę potrzebujesz. Nie, że chciałabyś mieć. Czyli nie kolejną bluzę, kolejne jeansy itd. Tylko np. botki na jesień, bo aktualne już się zniszczyły, albo ciepłą kurtkę, bo poprzednia naprawdę się nie nadaje. A może nie masz białej koszuli lub innego stroju na formalne sytuacje i bardzo to ostatnio odczułaś?

Lista potrzeb zwykle jest krótka.

W moim przypadku jest to:

  1. Sukienka na wigilię: ciemnoniebieska lub ciemnozielona, z dekoltem w serek lub w serce, długa lub do połowy uda, z długim rękawem.  Taka, która z biżuterią może wyglądać jak kreacja wieczorowa, ale będę w stanie też ograć ją na mniej uroczyste wyjścia.
  2. Eleganckie botki: mam aktualnie tylko skórzane botki Vagabond (świetnie się noszą), ale nie pasują do bardzo eleganckich stylizacji. Chciałabym, by były czarne, najlepiej z zamszu lub skóry licowej, na klockowym obcasie i z dopasowaną górą w formie tzw. skarpetki.
  3. Czarny planer tygodniowy: poszukuję od jakiegoś czasu ideału i niestety bezskutecznie. Zależy mi na tym, żeby był możliwie prosty i kartki były o wysokiej gramaturze. Żadnych ozdobnych detali, jedynie dopuszczam srebrne lub białe akcenty, ale żadne inne. Jeśli możecie coś polecić, to chętnie przyjmę rekomendacje.

 

Konkrety!

Jak widzisz, moje plany są bardzo skonkretyzowane – porządnie zastanowiłam się, czego naprawdę potrzebuję. Wiele razy już zdarzyło mi się poczuć deficyt eleganckich botków, a jesienno-zimowych sukienek mam aktualnie sztuk…1, więc bardzo zależy mi na zakupie drugiej, którą będę mogła też ograć na co dzień. Półtora roku temu schudłam 10 kilogramów (cały proces opisałam w tym wpisie) i większość starych ubrań musiałam sprzedać. O ile ubrania codzienne są u mnie w wystarczającej ilości, to w eleganckich są prawdziwe pustki, bo nie odkupiłam ich w nowym rozmiarze. Mimo tych braków nie rzucam się jednak na kupno jak największej liczby sukienek, bo to nie miałoby sensu. Wolę wydać 200-300 złotych na jedną, w której będę czuć się wspaniale, niż złapać 5 tańszych, które będą „spoko”.

W obu przypadkach znajdę wymarzone modele jeszcze przed rozpoczęciem się przecen. Jeżeli nie będą przecenione, to po prostu kupię je w regularnej cenie. Jeśli załapią się na przecenę, to rzeczywiście zrobię deal 🙂

 


Mój e-book „Minimalizm w szafie. Kupuj mniej, wyglądaj lepiej” już niedługo dostępny w sprzedaży! Zapisz się do newslettera, by dostać informację o premierze.


II Lista marzeń

 

Czyli lista rzeczy, które bardzo chciałabyś mieć, ale obiektywnie patrząc, przeżyjesz bez nich. W moim przypadku to:

  1. Płaszcz: czarny płaszcz o długości co najmniej za kolano, wiązany lub zapinany na guzik, klasyczny kołnierz, co najmniej 50% wełny w składzie, wiskozowa podszewka. Ostatnio myślałam, że trafiłam w dziesiątkę z płaszczem Massimo Dutti, ale po kilku wyjściach rozpruł mi się, reklamowałam go i dostałam zwrot pieniędzy. Teraz się waham nad ponownym zakupem.
  2. Biała, oversizowa koszula: nie mam żadnej, za to mam wiele pomysłów na stylizacje z jej udziałem 😉
  3. Krótka kurtka pufferka w czarnym kolorze. Bardzo podoba mi się, jak wygląda do spodni z wysokim stanem.
  4. Czarna bluza Nike z wyhaftowanym małym logo. Od dawna mam ją na oku!
  5. Sneakersy z czarną podeszwą lub sportowe botki, które będą pasować do luźnych outfitów.
  6. Srebrna nausznica – ostatnio szalenie podoba mi się ten rodzaj biżuterii.
  7. Torebka półksiężyc Chylak – to takie marzenie z gwiazdką 🙂 Od dawna bardzo mi się podoba, ale ze względu na cenę jeszcze długo się na nią nie zdecyduję.

 

III Lista „nie chcę i nie potrzebuję”

 

Czy to traktowanie siebie trochę jak bezmyślną małpkę? Tak. Czy jesteśmy trochę jak bezmyślne małpki w zetknięciu z ogromem okazji i pięknych przedmiotów? TAK! Możemy być najbardziej świadomymi konsumentami na świecie, a i tak wdepnąć w sprytnie rozstawione pułapki marketingowców.

Wiedząc o tym, warto ustalić sobie żelazne zasady co do tego, jakich rzeczy na 100% nie potrzebujemy. Mimo że teraz wyda nam się to oczywiste (np. mam wystarczająco swetrów i nie potrzebuję więcej), to w obliczu uroku nowości przecenionego swetra możemy o tym zapomnieć.

Za naszą czasową bezmyślność odpowiadają silne emocje, które towarzyszą myśli o zakupie. Dlatego najlepsze, co możemy dla siebie zrobić, to jeszcze na zimno, w pełni władz umysłowych :D, przygotować sobie listę rzeczy, których absolutnie nie chcemy zapraszać do swojego życia i płacić za nie czasem, który poświęciliśmy na zarobienie pieniędzy. Choćby była to okazja stulecia.

 

Czarna lista i aktualne nie-potrzeby

 

W moim przypadku tworzę dwie podlisty. Tak, jestem człowiekiem-listą 😀 Jedna jest stała – to moja czarna lista ubrań, na której zawierają się wszystkie cechy ciuchów, które nie powinny znaleźć się w mojej szafie. W podlinkowanym wpisie opisuję, jak bardzo tworzenie takiej listy po uprzednich analizach nieudanych zakupów zmieniło moją szafę. Listę regularnie rozbudowuję, aktualnie jest na niej około 50 pozycji. Mam ją w notatniku w telefonie.

 

 Przeczytaj: Metoda czarnej listy, czyli jak świadomie kompletować szafę

 

Drugą podlistą jest aktualnie stworzona lista kategorii, w których absolutnie nie potrzebuję niczego nowego i nie marzę o niczym konkretnym.

 

  • Bluzy: mam ich absolutnie wystarczająco. Przyznam się Wam, że z bluzami mam największy problem, jeśli chodzi ograniczanie zakupów. Świetnie sprawdzają mi się na co dzień, są bardzo wygodne i uniwersalne. Stylizuję je nie tylko na sportowo, uwielbiam przełamywać je biżuterią, więc mogę nosić je dosłownie codziennie. Są dla mnie podstawowym elementem jesienno-zimowej garderoby.

Dodatkowo to element garderoby, który niezwykle łatwo się kupuje. Nietrudno o dobry skład, większość fasonów jak najbardziej mi odpowiada, więc właściwie zawsze jestem zadowolona z zakupu i każdą moją bluzę chętnie noszę. Jednak wiem, że po prostu nie potrzebuję ich więcej, więc nie chciałabym kupować kolejnej.

 

  • Jeansy: ostatnio postanowiłam, że chcę wyeliminować z mojej szafy jeansy. Jedynie jedna czarna para regularów z wysokim stanem u mnie zostaje. Po latach uważania jeansów za absolutny must-have, doszłam do wniosku, że… wcale ich nie lubię. Stylizacje z ich udziałem zawsze wydają mi się podobne i nieco bez wyrazu. Na dodatek są dla mnie bardzo niewygodne w porównaniu do materiałowych spodni. Sprzedałam dwie pary, które miałam i moja szafa odżyła. Nie sądziłam, że porzucenie tak silnego przyzwyczajenia tak bardzo rozwinie mój styl!

 

  • T-shirty: mam mniej niż 10 t-shirtów, ale wcale nie potrzebuję więcej. I tak noszę tylko gładkie białe lub czarne, ewentualnie z drobnym logo. Różnią się tylko fasonami. Nie wynika to z minimalizmu, tylko moich estetycznych preferencji.

Przez lata miałam dziesiątki t-shirtów, w różnych kolorach i z rozmaitymi nadrukami, żeby czasem nie było, że ciągle chodzę w tym samym. Dziś mnie to bawi, ale wtedy poważnie to mną kierowało. Zawsze najbardziej podobały mi się klasyczne białe i czarne koszulki, ale samodzielnie nałożony (i wyimaginowany) przymus społeczny kazał mi nosić też inne. Dziś noszę to, co lubię najbardziej. Wiem jednak, że sklepy są pełne pięknych t-shirtów, które bardzo podobają mi się na zdjęciach, dlatego wpisuję ten punkt na listę.

 

Jeżeli chodzi o rzeczy nie-ubraniowe:

 

  • Kosmetyki kolorowe: nie potrzebuję absolutnie niczego. Jeżeli byłaby wielka promocja na któryś z moich ulubieńców, pewnie zdecydowałabym się na zrobienie 2-sztukowego zapasu. Moja kosmetyczka składa się aktualnie z około 10 produktów, które idealnie mi się sprawdzają. Gdy coś się kończy, odkupuję ten sam produkt. Dlatego nie boję się robienia zapasów, choć wielu minimalistów się ich wystrzega. Ja jednak wolę 2 razy w roku zrobić większy zapas i tym samym zaoszczędzić zarówno pieniądze, jak i czas. Jeżeli nie będzie żadnej promocji na „moje” produkty, to niczego nie zamówię. Przyznam, że zakupy w sferze beauty są dla mnie mniejszym wyzwaniem niż fashion.

 

  • Dodatki do domu, rośliny: również niczego nie potrzebuję w tej kategorii, więc nie chcę dać się skusić promocji i zagracić sobie tym łupem mieszkanie. W najbliższym czasie będę przesadzać dwa kwiaty, więc pewnie kupię tylko doniczki.

 

  • Sprzęty elektroniczne: wszystkie, które mam, działają sprawnie i nie potrzebuję dodatkowych.

 

  • Książki: używam Kindle i opłacam abonament w bibliotece e-booków, więc aktualnie chcę kupować tylko takie książki, które są niedostępne w abonamencie, a bardzo zależy mi na ich przeczytaniu. A że aktualnie mam sporą listę „do przeczytania”, to nie ma sensu znosić do domu kolejnych.

 

  • Artykuły papiernicze: mam do nich słabość, ale potrzebuję jedynie planera i czarnych nabojów do pióra.

jak-kupowac-na-wyprzedazy

JAK KUPOWAĆ NA WYPRZEDAŻY?

 

Przygotowałaś się na piątkę z plusem, masz przygotowane jedną lub więcej list. Co teraz? Najważniejsze, żebyś zaufała sobie. Nie pozwól sobie na dyskutowanie i negocjowanie z listami, które sporządziłaś.  Nie ma już żadnego rozszerzania list (chyba że niechciejów) ani kompromisów. Po prostu: żadnej dyskusji z listami.

Tylko tyle i aż tyle. Samo to sprawi, że Twoje zakupy będą bardziej świadome i racjonalne. Twój styl zacznie zmierzać dokładnie tam, gdzie chcesz i będziesz zaskoczona, na jak wysoką jakość (i idącą za nią cenę) będziesz w stanie sobie pozwolić. Gdy w Twoim koszyku nie ląduje 10 t-shirtów, dwie pary spodni i trzy pary butów, bo wszystkie były takie tanie i Szkoda nie wziąć, nagle okazuje się, że stać Cię na rzeczy, które wcześniej odruchowo omijałaś ze względu na cenę.

Kiedyś na każdej wyprzedaży zostawiałam kilkaset złotych na rzeczy, których szkoda było nie wziąć w takiej cenie. Bo koszulek nigdy dość, ten fason kurtki jest mega modny, a takiej torebki to jeszcze nie mam. Szafa pękała w szwach, ja dalej nie miałam co na siebie włożyć, nie stać mnie było na wymarzone elementy garderoby, a i tak po wyprzedaży byłam spłukana. To zaklęte koło bezsensownego kupowania rzeczy, które nic nie zmieniają. Jeśli podejmujemy świadome decyzje w oparciu o prawdziwe potrzeby lub marzenia, każdy zakup wnosi nasz styl i komfort dobierania ubrań na wyższy poziom.

 

Kluczowe zasady

 

1. Nie kupuj niczego, czego nie kupiłabyś w cenie regularnej

Jeśli nie brałaś pod uwagę kupienia tej rzeczy w cenie regularnej, to zapłacenie za nią nawet 50% mniej nie jest żadną okazją. Kupujesz rzecz, która nigdy nie powinna znaleźć się w Twojej szafie.

W żadnym wypadku nie ma to nic wspólnego z oszczędzaniem. Oszczędziłabyś, gdybyś na wyprzedaży kupiła dokładnie ten model, który planowałaś kupić już wcześniej, tylko w niższej cenie.

Chociaż wciąż nie jest to oszczędność, bo kupno żadnej nie-niezbędnej rzeczy nie ma nic wspólnego z oszczędzaniem. To po prostu wydawanie pieniędzy. Nasze konsumpcjonistyczne móżdżki próbują nam wmówić, że wydając pieniądze, robimy coś dobrego dla swojego portfela – bo przecież moglibyśmy wydać więcej, nie?

Jeśli kupujesz coś, co nie interesowało Cię przed przeceną, to dałaś się wystrychnąć na dudka, a nie „zaoszczędziłaś połowę ceny”.

 

2. Nigdy nie kupuj ubrań, które są fajne za tę cenę.

Pamiętaj, że cena jest wartością tylko w momencie zakupu. Jasne, że łatwiej jest wydać 50 złotych niż 300, ale za kilka miesięcy nie będzie miało to żadnego znaczenia. Chyba, że za każdym razem, gdy założysz tę sukienkę, będziesz uważać, że jest „niezła, jak za 20 złotych”.

Kupienie kurtki za 50 złotych, na którą byś nie spojrzała, gdyby kosztowała 200, ma sens tylko w jednym przypadku: gdy nie masz żadnej kurtki i w innym wypadku będziesz marznąć całą zimę. Tylko wtedy. Jeśli masz inne okrycia wierzchnie i to będzie kolejnym do kolekcji, to kupowanie go ze względu na cenę jest prostą drogą do budowania szafy, której się nienawidzi.

Zawsze zadawaj sobie pytanie: Czy kupiłabym to w cenie regularnej?

 

Jeżeli coś nie zachwyca Cię w momencie zakupu, nie zachwyci już nigdy później.

 

Nie przymykaj oczu na mankamenty czy nieodpowiadające Ci detale. Nie gódź się na kompromisy! Wolałabyś płaszcz z kapturem, ale taki sam ze stójką jest przeceniony o połowę? Zakup tego drugiego wcale nie będzie okazją.

Marzysz o szarym swetrze z kaszmiru? Nie kupuj granatowego, bo jest w okazyjnej cenie. Wcześniej go nie chciałaś. Marzenie o szarym nie zostanie zaspokojone i będzie do Ciebie wracać przy następnych zakupach.

Minimalizm w szafie. Kupuj mniej, wyglądaj lepiej

3. Daj sobie możliwość zwrotu

Zachowaj paragon i nie odrywaj metki, aż w domu nie przetestujesz danego elementu ubrania w co najmniej kilku pełnych zestawieniach. Pełnych, czyli z butami i dodatkami. Wiele razy wtopiłam z jakimiś pięknymi spodniami, które pasowały do absolutnie wszystkiego w mojej szafie, poza… butami. Metka oderwana, zwrot niemożliwy, a ja zorientowałam się o problemie dopiero wychodząc z mieszkania. Od tamtej pory metkę odcinam w momencie opuszczania domu w danym stroju.

Pamiętaj, że w sklepach internetowych przysługuje Ci zwrot do co najmniej 14 dni od momentu otrzymania paczki.

W sklepach stacjonarnych jest to niestety dobra wola sklepu, więc może oferować zwrot na swoich warunkach, np. tylko na kartę podarunkową.

 

Przeczytaj też: Dlaczego wolę kupować online?

 

4. Nie kupuj rzeczy, które wymagają kolejnych rzeczy!

Fajnie jest rozszerzać swój styl i wychodzić z ubraniowej strefy komfortu. Jednak jeśli zakup jednego ubrania będzie wymagał kolejnych kilku zakupów, radzę odpuścić. Jeżeli do tych butów nie pasują żadne spodnie, które masz w szafie, to raczej nie będą dobrym wyborem. Tym bardziej, jeśli właściwie nie wiesz, jaki fason mógłby do nich pasować, ale są takie piękne… To dodatkowe tworzenie sobie problemów w szafie.

Jest jeden wyjątek – gdy jesteś zwolenniczką bardzo rzadkich zakupów. Wtedy nieźle sprawdza się kupowanie zestawami. Z czasem robi się ich coraz więcej i można miksować ze sobą te elementy, a Ty zawsze masz co z czym połączyć. Jednak jeśli nie podchodzisz do zakupów w ten sposób, to nie ma sensu utrudniać sobie dobierania strojów. Szczególnie, że wywołuje to kolejne potrzeby zakupowe, których przed chwilą jeszcze nie było.

 

minimalizm-ubrania-blog

 

Co warto kupić na wyprzedaży?

 

Według mnie absolutnie najlepszym skorzystaniem z wyprzedaży jest kupowanie wymarzonych rzeczy najwyższej jakości, półkę wyżej, niż jesteśmy w stanie sobie zwykle pozwolić. Jeśli od lat marzymy o wełnianym płaszczu konkretnej marki, to okres wyprzedaży jest doskonałym momentem na zakup. Wtedy możemy pozwolić sobie na jakość, na którą w regularnej cenie nie byłoby nas stać. Warto wtedy przyjrzeć się tym markom, które z góry przekreślałyśmy ze względu na cenę.

Nie polecam kupowania rzeczy byle jakich, zwykłych, średnich. Ani dublowania tego, co mamy już w szafie, żeby było „na zapas”.

Wiele osób poleca polowanie na ubrania niesezonowe (letnie zimą itd.), bo wychodzą najtaniej. Ja to kompletnie odradzam. Dlaczego? Bo do momentu przekonania się, czy na pewno chcemy w tym wyjść z domu, minie tyle czasu, że zwrot będzie niemożliwy. Wyjątkiem mogą być klasyczne letnie ubrania o dobrym składzie, których jesteśmy pewni. Choć i tu byłabym uważna.

 


PODSUMOWANIE

 

Chłodne przygotowanie do tematu, sporządzenie odpowiednich list i zaufanie sobie – to recepta na udane zakupy wyprzedażowe (i każde inne). Zachęcam Was także do dzielenia się swoimi patentami na trzymanie się w ryzach podczas wyprzedaży.

Jeśli temat minimalizmu w szafie Cię interesuje – z radością informuję, że niebawem premiera mojego e-booka „Minimalizm w szafie. Kupuj mniej, wyglądaj lepiej”, który pozwoli Ci:

  • raz na zawsze pozbyć się problemu „Nie mam co na siebie włożyć, a szafa pęka w szwach”,
  • przeanalizować szkodliwe przekonania na temat stylu, które sabotowały Twój styl i niszczyły Twoją szafę i portfel,
  • dokonać rewolucyjnej selekcji ubrań i odkryć swój prawdziwy styl.

Stay tuned! Zapisz się do newslettera, by jako pierwsza dostać informację o premierze.

Zapraszam Cię także na mojego instagrama @chociazby.

EDIT: JUŻ JEST! E-BOOK „MINIMALIZM W SZAFIE – KUPUJ MNIEJ, WYGLĄDAJ LEPIEJ” DOSTĘPNY W SPRZEDAŻY!

Minimalizm w szafie. Kupuj mniej, wyglądaj lepiej

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Gabi (@chociazby)

 

 

 

Podziel się tym wpisem z innymi:
Subscribe
Powiadom o
guest
10 komentarzy
Oldest
Newest
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Ilona

Gabi, jak zawsze super wpis <3

Też doszłam do takiego wniosku, że jeansy nie są dla mnie. Wszyscy mówią, że to taki must have, a ja mam jedną parę i noszę ją baardzo rzadko. Zdecydowanie bardziej wolę spodnie na gumce lub na guzik czy szlufkę (nie mam pojęcia czy to jest prawidłowa nazwa :D). Nic mnie nie ciśnie, nie uwiera, czuję się w nich swobodnie. Mam pracę siedzącą więc wygoda przede wszystkim 🙂

monika

Mam podobnie, a w zimie stawiam na rajstopy, spódnice lub sukienki

monia

Cześć, ja mam najlepszy sposób na zakupy i przeceny. Jeśli coś mi się podoba, chcę to wypróbować, zaspokoić swoją ciekawość, posiadać przez chwilę, wykorzystać promocję – kupuje on line z formą płatności – płatność po 30 dniach, z darmową przesyłką i zwrotem. Korzyści to – mogę zamówić za dowolną kwotę i dowolną ilość ubrań/butów lub jakąś drogą rzecz /z listy marzeń/ nie płacąc za to. Mogę kupić jakiś nowy fajny model np. butów i wypróbować je w domu do różnych stylizacji. Kupić jakąś np. droga torebkę/buty, mieć je parę dni u siebie w domu, przemyśleć zakup, czy naprawdę je chce, czy chcę za nie zapłacić taką kwotę. oswoić się z daną rzeczą na spokojnie, Istotne jest też przymierzenie ubrań w innym świetle niż sklepowe z ubraniami i dodatkami posiadanymi w domu. Sporo rzeczy mnie nie zachwyca i po prostu odsyłam, zaspokajając swoją ciekawość i chęć posiadania. A to co zostawię, opłacam później i jest to absolutnie wybrane z wybranych. Nie wszystkie sklepy oferują taką możliwość płatności, ale naprawdę polecam, mnie to wyleczyło z zakupoholizmu,

Malgorzata

Najbardziej merytoryczny podkast w sieci. Serio!

Basia

Dziękuję za porady. Sama w tym roku postanowiłam ich przestrzegać. Lubie kupować na wyprzedaży, jak każdy nie przepadam za przepłacaniem. Z drugiej strony nauczyłam się już nie kupować kompulsywnie. Po prostu wypisuję sobie listę rzeczy, które musze kupić i staram się tej listy trzymać. Stawiam również na rzeczy typu basic. Takie w których będe chodziła długo i często 🙂

Wybieram również dobrą jakość.

Martyna

Sama kuję tylko to co jest mi potrzebne. Na Black friday przyznam, ze czekałam bo miałam przygotowaną listę rzeczy, które chciałam tego dnia zakupić 🙂 Spisałam sobie na kartce, co jest mi potrzebne, zrobiłam też listę sklepów do których chciałam zajrzeć. I udało mi się nie kupić rzeczy niepotrzebnych.

Podobnie zresztą planuje zrobić z zimowymi wyprzedażami w styczniu.

E-pare

„fajne za tę cenę” to jedna z najbardziej zdradliwych metod kupowania na wyprzedażach – zdecydowanie nie warto się nią kierować! Co prawda często brakuje nam tego chłodnego spojrzenia na „tak atrakcyjne” rabaty, ale wystarczy spróbować ocenić, na ile dane ubranie faktycznie spisze się w naszej garderobie i czy będziemy sięgać po nie częściej niż jeden raz, od razu po zerwaniu metki. Świetny poradnik! 😉

Małgorzata

Cześć,
Super blog, bardzo się cieszę, że na niego trafiłam. Momentami mam wrażenie, że czytam o sobie 🤣.
Od ponad roku zmieniam moją szafę mając świadomość jakich kolorów /fasonów i materiałów szukam i coraz rzadziej zdążają mi się wpadki zakupowe. Z drugiej strony doprowadziłam do sytuacji, w której posiadam dziesięć szarych swetrów (głównie z merino i kaszmiru), różniących się subtelnie odcieniem :-/